Parkiet to dłuuuga… historia

Spotkanie z Panem Grzegorzem – Parkieciarzem mógłbym opowiadać godzinami.
Nie tylko dla tego, że było wypełnione technologicznymi szczegółami, wręcz przeciwnie, szczegóły znajdowały się na drugim planie.

Lecz głównie dlatego, że opowiadaliśmy sobie bardzo inspirujące, pełne techniki ale i ludzi… historię.

Być może wplączę je w opis remontu:

Pierwszym co zobaczyłem po wejściu do mieszkania dzisiaj był…

Wizualny Szok

Pan G. Już w kilka godzin zdążył bez ceregieli, bezpardonowo zedrzeć Pana Parkieta Starego swoją Mega Maszyną.

Meta Miazgator Szlifiator
Meta Miazgator Szlifiator

Czyli zwana zwyczajowo cykliniarka. Wielkie, stukilowe urządzenie, wniesione siłą nieznaną na drugie piętro.

Ale zacznijmy od początku. Intensywny poranek wyglądał tak, że wstałem rano, ponieważ przyjechał Pan G. Dałem mu klucze, pokazałem pokój, i … zaczął działać. A ja sobie spokojnie poszedłem na terapię, gdzie o 8:30 już miałem rozmowę jak chory pacjent badany przy grupie studentów czwartego roku (psychologii bodajże). Jaki to ja nie jestem dziwak. No ale jedźmy dalej z parkietem.

Po powrocie około 12:30 jak napisałem na wstępie – parkiet już był zryty. I mnie to bardzo pozytywnie zaskoczyło. W końcu, pomyślałem, coś się tutaj Na Prawdę dzieje.

Porównanie starego z nowym
Porównanie starego z nowym

Wypada …. bardzo ciekawie. I zaczęliśmy rozmowę z Panem G na temat pracy, parkietu, ale także wielu innych wątków.

Pan Parkieciarz okazał się wyjątkowo budującą osobą. W rozmowie, i w obyciu. Wywarł na mnie od samego początku pozytywne, stabilne wrażenie. Osoby, której można powierzyć trochę uczuć, rozmowy i szczerości i odwdzięczy się tym samym. Jakby przyjaciela, dorosłego. Nie wybujałego, nie odizolowanego, rozmownego, nie przesadzającego, nie chorego,ale ze swoim obostrzeniami (jak pan może tak chować klucz? wezmę klucz ze sobą, bo mam tutaj bardzo drogi sprzęt). Ogólnie zdrowego … taty? Kto wie.

Porozmawialiśmy o technice parkietu, jak się to powinno robić, jakie inne Parkiety przerabiał Pan G, czy na przykład: ile to nie zostało już zryte z tego parkietu. Taki powiedzmy:

Wielki Worek Zdartej Starości

O wiele ciekawsze jednak były rozmowy na tematy poboczne. Powiedzmy to jak długo Pan G już w tym temacie pracuje, jak długa jest w ogóle tradycja rodzinna parkieciarstwa, czy ogólnie jaki to fizyczny i skomplikowany temat, o którym nie wiele „się” mówi.

Bardzo ciekawe było to, jak opowiadał historie swoich poprzednich prac, swoich podróży do różnych miejsc i parkietów, o wieloletnim doświadczeniu swoim, o tym jak uczył się od własnego ojca. I także o tym, że ojciec był jednym z bardziej znanych parkieciarzy w Krakowie. Ciekawe, prawda?

Jak to sam potrzebuje pracy fizycznej i lubi się ruszać. Konkret. To jest właśnie praca, jaką lubię, tworzenie fizycznych podstaw, tak pomyślałem.

Opowiedziałem także swoją myśl o tym, jak to byłem na targach pracy, i zobaczyłem oferty takiego powiedzmy Orange. Sami przedstawiciele handlowi, tudzież obsługujący faktury fakturowicze, przyklejki siedzące komputerowe. A gdzie Ci, co na przykład stawiają maszty antenowe? Tworzą fizyczną infrastrukturę sieci, czy chociażby wymyślają lub programują protokoły transmisji danych? Gdzie są Ci, którzy podpisują umowy (powiedzmy takie Plus LTE)?

No właśnie. Prawdziwą, fizyczną robotę wykonują firmy zewnętrzne, małe lub duże, ale raczej mniej znane szerokiej publice.

I tak jak przed chwilą rozmawiałem ze znajomym: To te małe firmy, podwykonawcy, robią całą robotę. Wchodzisz do powiedzmy wyremontowanego na cacy mieszkanie, hotelu, czy czegoś innego z wielkim szyldem. I co, zastanawiasz się kto to tak na prawdę zrobił?

Ja bym chciał poznać historię tych ludzi, prawdziwe życie prawdziwych fizycznych pracowników, chciałbym wiedzieć co się za tym kryje, zobaczyć w tym emocje, historię czy nawet tradycję (tak jak ujrzałem tutaj).

Chciałbym przyjść do genialnie stworzonego mieszkania, starego ale z nutą świeżości. Po prostu z klasą (mam nadzieję, że uda się tutaj to osiągnąć). A w tym poznać właśnie historię i ludzi, którzy to tworzyli. Przybliżoną wersję już ludzie realizują.

Więc…  Może warto ?  (=

Najciekawsze było to, że być może – zainspirowałem też Pana G do napisania własnej historii, wraz ze zdjęciami. Czemu by nie? Przecież jest tutaj tyle wątków, można dorzuć wiele emocji, bardzo długa tradycja, ciekawe historie w tym rodzinnego zawodu…

Podobnie poboczna historia o schodach w pewnym klasztorze, których konstrukcja była praktycznie nie możliwa. Stworzone były przez tajemniczego budowniczego, który w bardzo wąskiej przestrzeni wieży skonstruował wejście w kształcie ślimaka bez… rury środkowej. Takiej, na której zwykle taka konstrukcja trzyma.
Belki nie były także przybite do ściany. Musiały być przytwierdzone do siebie w taki sposób, aby nacisk powodował odpowiednie rozłożenie sił, rozpychanie ich i nie niszczył całości.

Niezwykłe. Powtórzyłem kilka razy.

Tak jak niezwykła jest dla mnie zmiana, zmiana od podstaw całego mieszkania.

I jeszcze kilka gratów na zakończenie

(= Inspiruje Cię to? Napisz tu:

admin Opublikowane przez:

Jeden komentarz

  1. 11 marca, 2015
    Reply

    Zrób remont swojego wnętrza – wyrzuć to co chcesz powiedzieć tutaj 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.