Jak nie być poddanym „losu” i „karmy”

Mówisz, że osiągnięcie totalnej świadomości i totalnej wolności pozwala ominąć miliony żywotów i miliony lat naturalnej ewolucji. Czy nie można wysunąć argumentu, że w karmę — z właściwymi jej, naturalnymi prawami przyczyny i skutku – nie powinno się ingerować, wybierając przez jakieś drogi na skróty?


A może stworzenie ewoluującemu światu ewoluującej duszy takiej możliwości jest także boskim zamysłem?

Można wysunąć dowolny argument, ale argumentacja nie prowadzi donikąd. Możesz sobie argumentować, ale czy ta argumentacja ci w czymś pomoże? Możesz argumentować, że w naturalny proces karmy nie powinno się ingerować – no to nie ingeruj. W takim razie bądź szczęśliwy w swoim nieszczęściu – tak jak nie jesteś. Ty chcesz ingerować. Jeśli potrafisz polegać na naturalnym procesie, to wprost cudownie – ale w takim razie nie narzekaj. Nie pytaj: „Dlaczego tak jest?”. Tak jest ze względu na naturalny proces karmy. Cierpisz? – Cierpisz z powodu naturalnego procesu karmy i inaczej być nie może; nie ingeruj.

Tak właśnie głosi doktryna fatum doktryna kismat – wiary w los. Ty nie masz nic robić: cokolwiek się dzieje, masz to akceptować. To wówczas także staje się poddaniem i nie musisz nic robić. Potrzebna jest jednak umiejętność totalnej akceptacji. Rzeczywiście nie ma potrzeby ingerować, ale czy ty potrafisz trwać w takim stanie, w którym nie ingerujesz? Stałe we wszystko ingerujesz. Nie potrafisz zostawić tego naturze. Jeśli to potrafisz, nie potrzeba niczego innego i wszystko ci się zdarzy. Jeśli jednak nie potrafisz, to ingeruj. A ingerować możesz, tyle że należy zrozumieć, jak to się odbywa.

Medytacja naprawdę nie jest ingerencją w karmę; jest raczej wyskakiwaniem z niej. Ściśle rzecz biorąc, nie jest ingerencją; jest wyskakiwaniem z błędnego koła. Koło będzie toczyć się dalej i proces ten dobiegnie końca sam przez się. Nie możesz położyć mu kresu, ale możesz być poza nim, a gdy tylko znajdziesz się poza nim, on się staje iluzoryczny.

I tak na przykład, Raman (Mowa o Śri Ramanie Mahariszimie (1879* 1950), słynnym mistyku i mistrzu duchowy) zmarł na raka. Jego uczniowie usiłowali go namówić, żeby poddał się leczeniu. A on powiedział: „Okej. Jeśli macie na to ochotę i to was uszczęśliwi, leczcie mnie. Ale jeśli o mnie chodzi, jest okej”. Lekarze się dziwili, bo jego ciało cierpiało, było pełne bólu, a jednak w jego oczach nie było żadnego bólu. Jego ciało głęboko cierpiało, on jednak nie cierpiał.

Ciało jest częścią karmy, częścią mechanicznego kręgu przyczyny i skutku, ale świadomość może być poza tym, może to przekroczyć. On był tylko świadkiem. Widział, że ciało cierpi, że ciało umrze, ale on był świadkiem. Nie ingerował w nie, wcale w nie nie ingerował. Tylko obserwował wszystko, co się działo, ale nie trwał w błędnym kole, nie utożsamiał się z nim już, nie tkwił wewnątrz..

Medytacja nie jest ingerencją.  Właściwie, to kiedy nie medytujesz, ingerujesz w każdej chwili. W medytacji wychodzisz poza to, stajesz się obserwatorem, stojącym na wzgórzu. Hen, w dolinie rzeczy toczą się dalej, ale nie dotyczą one ciebie. Ty jesteś tylko widzem. Jest tak, jakby to się przydarzało komuś innemu, albo jakby to było we śnie czy w filmie wyświetlanym na ekranie. Ty nie ingerujesz. Po prostu nie jesteś wewnątrz tego dramatu — wydeptałeś się na zewnątrz. Już nie jesteś aktorem, tylko widzem. To jedyne, co się zmienia.

A kiedy ty jesteś tylko świadkiem, ciało dokończy wszystko, co musi zostać dokończone. Jeśli masz wiele karm cierpienia, a stawszy się świadkiem, masz się już nigdy więcej nie narodzić, bo stałeś się świadkiem, to twoje ciało musi w tym życiu przecierpieć to wszystko, co musiałoby wycierpieć przez wiele żywotów. Nieraz więc się zdarza, że człowiek oświecony musi cierpieć wiele cielesnych dolegliwości, ponieważ nie ma już przed sobą żadnych kolejnych narodzin, kolejnego życia. To jest już ostatnie ciało, więc cały proces musi się dokonać, zostać dokończony teraz.

Dlatego ukrzyżowanie Jezusa ma w oczach człowieka Wschodu inny sens. Dla umysłów zachodnich nic istnieje następstwo żywotów, ponowne narodziny, reinkarnacja, więc ich analiza ukrzyżowania jest niezbyt głęboka. Mają one swój mit o tym, jakoby Jezus cierpiał za nas, jakoby jego cierpienie było zbawienne dla nas.

To absurd, w dodatku kłóci się z faktami, bo jeśli cierpienie Jezusa stało się dla was zbawienne, to dlaczego ludzkość w dalszym ciągu cierpi? I to cierpi bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Po ukrzyżowaniu Jezusa ludzkość nie wkroczyła do Królestwa Bożego. Jeśli on cierpiał za nas, jeśli jego ukrzyżowanie miało być pokutą za nasze winy i grzechy, to jest on nieudacznikiem, ponieważ winy trwają w dalszym ciągu, grzechy trwają w dalszym ciągu, w dalszym ciągu trwa cierpienie. A w takim razie jego cierpienie było nadaremne, ukrzyżowanie nie spełniło swojego zadania.

Chrześcijaństwo jest po prostu mitem. Wschodnia analiza życia ludzkiego zajmuje inne stanowisko. Ukrzyżowanie Jezusa to było jego własne cierpienie, nagromadzone poprzez jego własne karmy. A to było jego ostatnie życie, nie miał już więcej wejść w żadne ciało, więc całe to cierpienie musiało się skrystalizować, skoncentrować w jednym punkcie. Owym jedynym punktem stało się ukrzyżowanie

On nie cierpiał za nikogo innego – nikt nie może cierpieć za kogoś innego. Cierpiał za siebie, za swoje karmy z przeszłości. Nikt nie może cię uwolnić, ponieważ jesteś w niewoli z powodu własnych karm. Jak więc Jezus może cię uwolnić? On może tylko sam siebie uczynić niewolnikiem albo wolnym człowiekiem, może się wyzwolić.

Poprzez ukrzyżowanie rachunek jego karm został wyczerpany. On już dotarł do kresu, łańcuch dobiegł końca. Przyczyna i skutek – wszystko to dobiegło końca. To ciało nie miało już się więcej narodzić; nie miał już wejść w żadne łono.

Gdyby nie był człowiekiem oświeconym, musiałby wycierpieć to wszystko przez wiele żywotów. A tak – to się skoncentrowało w jednym momencie, w jednym życiu.

Nie możesz ingerować, jeśli jednak zaingerujesz, przysporzysz sobie nieszczęścia. Nie ingeruj w karmy, ale wykrocz poza nie, bądź ich świadkiem. Traktuj je jako sen, a nie coś realnego; patrz na nie i bądź obojętny. Nie angażuj się. Twoje ciało cierpi – przyglądaj się temu cierpieniu. Twoje ciało jest szczęśliwe – przyglądaj się temu szczęściu. Nie utożsamiaj się – oto cały sens medytacji.

I nie wyszukuj sobie alibi, nie szukaj wymówek. Nie mów, że z tym można się spierać. Spierać się można ze wszystkim, proszę bardzo, ale pamiętaj, że to spieranie się może okazać się samobójcze. Możesz się spierać na przekór samemu sobie i możesz stworzyć taką argumentację, która nie będzie ci pomocna, która nie będzie cię przeobrażać, a raczej stanie się przeszkodą. Stale się spieramy.”

OSHO – Wielka księga sekretów

Jak nie być poddanym "losu"

Trudno coś dodać do jego tekstów. Wchodzisz i płyniesz razem z nim, czasem trochę kłuje – jest przyjemnie metafizyczny. Ten tekst to fragment, odpowiedź na pytanie czy możemy zmieniać karmę czy nie. „Jak nie być poddanym losu”, to nie jest tak abstrakcyjne pytanie, jak może się wydawać.

Dziwne, zwłaszcza, że naukowo nie możemy odpowiedzieć nawet na pytanie czy mamy jakieś wcielenia. Albo czym jest los. OSHO jednak nie daje za wygraną i tłumaczy: to Ty wybierasz, Ty metafizyczny, Ty wewnątrz. Poza-umysł. Nie zbiór przekonań, tylko odbiorca.

Całość, złożona z elementów, które możemy mieć problem ze zdefiniowaniem. Na przykład właśnie duszy. Kto wie, może akceptacja i całkowite poddanie Siebie będzie więc lepszym wyborem?

„Choose wisely”. Pracę nad Sobą, docieranie do wnętrza. Za prawie wszelką cenę.

admin Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.